Tadeusz Bala we wspomnieniach bliskich


Wspomnienia córki Krystyny spisane na okoliczność projektu

Rodzice Tadeusza - Walenty Bala i Janina z domu Jankowska mieli dziesięcioro dzieci. Tadeusz był synem najmłodszym. Rodzice -pochodzenia robotniczego, mieszkali początkowo w Warszawie, tu urodziło się starsze rodzeństwo. Z Warszawy przeprowadzili się do Zusk wracając na tzw. ojcowiznę. Tu urodził się Tadeusz. Później kupili działkę koło Pułtuska po przeciwnej stronie Narwi, na Popławach przy ul. Tartacznej 53. Wybudowali dom, spędził najmłodsze lata Tadeusz. Do Szkoły Podstawowej uczęszczał w Pułtusku. Po skończeniu szkoły zdał egzamin do Szkoły Lotniczej w Warszawie lecz nie rozpoczął w niej nauki, ponieważ wybuchła II Wojna Światowa.

Tadeusz zaczął pracować w tartaku na Popławach. Właścicielem tartaku był Niemiec. Pracując ukończył kurs na prawo jazdy dla zawodowych kierowców. I tak został zawodowym kierowcą w tartaku

Po wojnie w domu rodzinnym pozostał starszy brat Kazimierz a Tadeusz wraz z rodzicami przyjechali na ziemie odzyskane. Osiedlili się początkowo w Elganowie koło Pasymia i zajmowali się gospodarką. Do Elganowa przyjechała również z Pułtuska rodzina Małkiewiczów z córką Marią-Haliną . Tadeusz kontynuuje rozpoczętą jeszcze w Pułtusku znajomość

Znajomość przerodziła się w gorącą - pierwszą i ostatnią miłość, która doprowadziła do ślubu. Zamieszkali razem i tu narodziła się pierwsza córka-Zofia. Z myślą o przyszłości dla siebie i rodziny przeprowadzili się do Pasymia na ulicę Górną gdzie całe życie mieszkali. Na parterze rodzice, a na piętrze Tadeusz z żoną Haliną (to imię wolała niż Maria).W Pasymiu urodziła się druga córka Krystyna.

Tadeusz Bala pracował w Pasymiu jako kierowca w Gospodarstwie Rybackim. W Szczytnie pracował jako kierowca w Wyższej Szkole Oficerskiej , skończył też Podoficerską Szkołę MO- przed odejściem na emeryturę miał stopień starszego sierżanta. Odchodząc na zasłużoną emeryturę został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (mimo iż nie zapisał się nigdy do PZPR)

Wiersze pisał w wolnych chwilach, a miał ich niewiele. Praca ,dojazdy do pracy w Szczytnie, wyjazdy służbowe ,dom ,rodzina. Jako człowiek obdarzony duża wrażliwością nie mógł i nie chciał pozostać tylko ze swoim wnętrzem, musiał je uzewnętrznić.

Piękno przyrody,jakże innej od rodzinnego Mazowsza oraz chwile szczęśliwe wywoływały u Taty chęć opisywania tego w formie wierszy. Miał romantyczną duszę i był dobrym obserwatorem .Wkomponował swoje wewnętrzne przeżycia w przyrodę , którą kochał i był z nią do końca związany.

Po przejściu na emeryturę w końcu lat 70 został taksówkarzem nr 1 w Pasymiu. Miał bezpośredni i częsty kontakt z mieszkańcami i ich rodzinami , był znany i bardzo lubiany. Serdeczny , skromny , uczynny wobec innych , nie oczekiwał nic w zamian. Cieszył się gdy mógł komuś pomóc w miarę swoich możliwości. Za namową Pani Haliny Kobus (ówczesnego dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury i Sportu)ujawnił swoje wiersze, napisane w młodości i te późniejsze. Tak powstał tomik pt. "Pasymskie melodie"


Wywiad z żoną Pana Tadeusza Bali

17.02.2011r. wybraliśmy się na wywiad z Panią Haliną Balą. Rozmowa była bardzo ciekawa. Dowiedzieliśmy się dużo o życiu i twórczości artysty.

Jak Pani poznała męża?
W Pułtusku razem mieszkaliśmy. Ja mieszkałam w Pułtusku i mąż.. Jak to się młodzi tak spotykają. Później razem tutaj przyjechaliśmy.

Który to był rok?
To było po wojnie, już po okupacji. Po tym wszystkim.

Z wojny Pani dużo pamięta?
Pracowałam. Musiałam pracować, 14 lat skończyłam i dostałam kartę do Niemiec, żeby nie jechać matka załatwiała z taką Niemką, żebym jako służąca była zatrudniona u niej i nie pojechałam do Niemiec i zostałam na miejscu w Pułtusku aż do wejścia Rosjan.

I tam poznała Pani męża?
No w Pułtusku idzie się ulicą i znają cię wszyscy. To małe miasto i tam poznałam.

Pan Bala był już kierowcą?
Tak, skończył niemieckie prawo jazdy i jeździł samochodem u Niemców, w tartaku i woził tam takie różne rzeczy ciężarowym samochodem w zakładzie niemieckim.

Jaki był Pani mąż?
No jak posłuchacie ludzi w Pasymiu, to dobrym człowiekiem był. Później też i podwiózł każdego i pomógł, także ja nie mam zastrzeżeń żadnych. Zresztą pytajcie się sąsiadów, bezinteresownie to ktoś tam zawsze powie prawdę.

Kiedy Pan Tadeusz zaczął pisać wiersze?
Jak go tam naszło, coraz miał jakieś chwile, że wziąłby ołówek.

Gdy Pani go poznała to już pisał wiersze?
Później. Znacznie później.

A co go do tego skłoniło?
Chyba lubił poezję i jak coś tam sobie dumał, to na papier przelewał.

Czy interesował się innymi poetami?
No może nie za bardzo. Sam pisał wiersze.

Czyli nie tworzył do tak zwanej "szuflady"?
Nie, nie. A zresztą, nawet jak tam coś miał, to teraz jak zmarł, wszystko co było męża to rodzina porozbierała, no bo na co mi. Parę obrazów też było, bo też malował.

A kiedy zaczął malować?
To też jak już byliśmy małżeństwem.

Czyli małżeństwem jeszcze zostali Państwo w Pułtusku?
Nie, tutaj. Bo ja z rodzicami przyjechałam do Elganowa i rodzice tu taką poniemiecką gospodarkę wzięli, a on też taką gospodarkę wziął.

Jak długo się Państwo znali jak przyjechaliście do Pasymia?
My znaliśmy się tutaj parę lat. Siostra męża mieszkała w tym samym podwórku, co my. Bo mieszkaliśmy w takim bloku w Pułtusku. To nieraz przyszedł do siostry. On kawaler ja panna to pogadaliśmy na podwórku, to ławeczka tam była i taka ta znajomość. Jak dowiedzieli się, że ich dom tam się spalił i nasz też w gruzach. Musieliśmy gdzieś mieszkać, przyjechaliśmy tutaj.

A rodziców Pana Bali Pani pamięta?
Bo oni też tutaj byli z nimi tutaj, mąż najpierw sam był, takie gospodarstwo poniemieckie wziął, ale potem przywieźli rodziców.

A czym się rodzice Pana Bali zajmowali?
Na popławach w Pułtusku, mieli taką działkę i konie. Jego ojciec furmankę miał i towary nieraz przewiózł. Mieli ziemi kawałek to obrabiali tę ziemię i krowy tam mieli.

Takie bardziej gospodarstwo?
Tak, gospodarstwo. Nieduże to było, niedochodowe bardzo, no ale musieli z czegoś żyć.

Czyli w Pułtusku wszystko się spaliło?
Tam się nie spaliło, tylko jak myśmy pobrali się, to chyba z pięć lat było i w końcu mąż dostał pracę. Jak miał prawo jazdy, to robił kursy. No i dwie prace tak ciężko było i tutaj w tym domu, takie Niemce jeszcze mieszkali kiedyś i odjechali. I rodzice męża tutaj ten dom zajęli, no i myśmy wtedy przyjechali, sprowadziliśmy się tu do Pasymia. I do tej pory tu mieszkamy. Myśmy na górze mieszkali, a na dole jeszcze rodzina męża.

Czy mieli Państwo gospodarstwo?
Tak, ale tutaj to nie, w Elganowie, tam mieli gospodarstwo spore. No ale potem jak tu rodzice męża się sprowadzili, to my sprowadziliśmy się tutaj, żeby się zaopiekować i tymi dziadkami i mąż dostał pracę u rybaków.

Czym się zajmował u rybaków?
Samochodem ciężarowym jeździł. Samochodem wszystko przewoził.

A w tartaku to pracował w Pułtusku?
Tak.

Co szczególnie spodobało się Państwu w Pasymiu?
Moi rodzice i mąż do Elganowa przyjechali, no bo wszyscy mieli te domy poniszczone, nie było pracy, nie było co jeść, więc rodzina to taka rolnicza trochę i mój ojciec też rolnik, no to jak tu przyjechaliśmy, to zaraz pełne magazyny na górach, zboża było niemieckie, kartofle w piwnicach, było co jeść. No i tam od Rusków krowę kupiliśmy i mleko było, i konie kupili i już Rosjanie handlowali. Co znaleźli po Niemcach, to za wódkę sprzedali.

Czyli sprowadzili się Państwo tutaj, bo nie było gdzie mieszkać w Pułtusku?
Tak, zatrzymaliśmy się w Olsztynie, bo przywieźli nas do Olsztyna pociągiem. Tyle rodzin przyjechało. I ze dwa tygodnie w Olsztynie tam mieszkaliśmy, bo puste mieszkania. I z Ruskami dogadał się mąż i przywieli nas tutaj do Elganowa. I tu do końca, niektórzy są jeszcze, co przyjechali.

Czy Pani mąż kochał jazdę samochodem?
No może kochał, nie kochał, ale potrzeba była taka.

Czyli z tego co Pani mówi, Pan Tadeusz głównie pracował jako kierowca?
No tak, wszędzie, bo miał prawo jazdy i mógł ciężarowymi samochodami jeździć i autobusami. Mąż jak tutaj był to w szkole oficerskiej w Szczytnie pracował do końca i też jeździł samochodami, i ciężarowymi i z wycieczkami wszędzie, to miał takie dobre prawo jazdy.

Czy pani mąż był w Pasymiu znany?
Tak, tu wszyscy go znali. Bo najpierw w Policji pracował, w szkole oficerskiej, a potem jak poszedł już na emeryturę, to na taksówkę się zarejestrował, i jeździł taksówką.

Co to był za samochód?
Mąż miał skodę i fiata dużego, a maluchem to ja jeździłam, bo ja też prawo jazdy zrobiłam.

Jak to się stało, że ludzie dowiedzieli się, że pisze wiersze? Jak na to zareagowali?
Tak naprawdę, to ludzie nie znają męża jako poety, bardziej jako taksówkarza. Może ktoś tam coś usłyszał, ale to nie było zawodowo. Miał duży brulion to tam właśnie zapisywał przeżycia. Dużo tego tam było.

Jak wyglądało pisanie wierszy?
Jak jechał samochodem, czy na postoju gdzieś, ołówek jakiś brał, no i pisał. I dużo rzeczy tam pisał. I o wojnie pisał, i o córkach pisał, i o mnie pisał.

A powiedział kiedyś, dlaczego pisał te wiersze?
Jak go natchnęło, jak miał chęci, coś zobaczył i zaraz mógł to w wierszu umieścić. Dryg już miał do pisania. Łatwo mu to szło. Pisał dla przyjemności, jak coś się stało, to zaraz to opisał.

Z wierszy widać, że mąż bardzo lubił przyrodę. Miał jakieś szczególne zamiłowania do przyrody, lubił jeździć na wycieczki gdzieś za miasto, czy na ryby chodzić?
Na ryby chodził, do lasu jeździliśmy. Łódź mieliśmy i jezioro blisko, to łowiliśmy ryby.

Czy z wierszy, które napisał Pani mąż, ma Pani jakiś szczególnie ulubiony?
Wszystkie są ładne, teraz to ja dobrze nie widzę, więc nie przeczytam, ale i o mnie pisał, jak gdzieś jeździliśmy, to też pisał.

Skąd się w ogóle wziął pomysł żeby jeździć taksówką?
Często przychodził ktoś i mówił: "Panie Balo, do Szczytna, Panie Balo na stację." Zaczęli ludzie przychodzić i mąż tak woził, nieraz parę groszy mu dali, nieraz nie. Jego kolega w Policji pracował w Szczytnie, w koszarach i mówił "Chodź do nas, pobory będziesz miał i emeryturę." Zabrał męża i pojechał z mężem do Szczytna i go zaangażowali, bo kierowców nie było tu za dużo, jeszcze tym bardziej, że mąż autokarem jeździł z wycieczkami i do Niemiec, i tu i tam. A potem jak poszedł na emeryturę, no też przychodzili i w nocy ktoś przyszedł "Panie Balo, trzeba podwieźć mnie" i w końcu mąż wziął taksówkę.

Na czym polegała praca pana Tadeusza w Policji?
Jako kierowca do pracy dojeżdżał codziennie. Jeździł ciężarówką i autokarem z wycieczkami. Był na etacie i kiedy była potrzeba to jechał.

A czy mąż oprócz wierszy pisał jeszcze jakieś wspomnienia?
Wspomnieniami to były wiersze. Niektóre były takie piękne o wojnie. Jak Niemce strzelali, jak Ruskie się bronili i wszystko tak ładnie opisane.

Poza pisaniem wierszy mąż miał jakieś inne hobby?
No mieliśmy ogródek, to w ogródku robiliśmy. Jak był samochód to na grzyby, do lasu, do rodziny, na ryby. Zawsze w ruchu. Aż do śmierci ...

Dziękujemy za rozmowę.


Wywiad z córką poety

Nieżyjący poeta Tadeusz Bala miał dwie córki. Jedna z nich mieszka w Olsztynie. Postanowiliśmy się z nią spotkać. 25 lutego 2011r. wybraliśmy się na rozmowę z panią Krystyną Tomerą, młodszą córką Tadeusza Bali i poprosiliśmy ją o podanie informacji na temat życia i twórczości jej ojca.

A oto wywiad, jaki przeprowadziliśmy:

Jaki był pani ojciec?
Był bardzo dobrym człowiekiem. Wszyscy mieszkańcy Pasymia go lubili i szanowali. Nigdy się nie denerwował i zawsze służył pomocą innym ludziom. Wnuki lubiły go odwiedzać i spędzać z nim czas. Tata bardzo lubił zwierzęta i wraz z mają mamą założyli małe gospodarstwo, w którym znajdowało się dużo zwierząt. Mieliśmy spaniela, którego dałam tacie, bo sama nie mogłam się nim opiekować. Mój tata był bardzo opiekuńczym człowiekiem. Każde zwierzę, które się przyplątało do domu, znalazło swoje miejsce na podwórzu.

Kiedy pani ojciec zaczął pisać wiersze?
Mój tata mniej więcej zaczął pisać w wieku 16-20 lat. To właśnie wtedy zakochał się w mamie. W Jego wierszach była najczęściej opisywana miłość do mamy. Gdy ożenił się z mamą, pisał coraz mniej, ponieważ ilość obowiązków mu na to nie pozwalała.

Czy pani ojciec miał jeszcze jakieś inne zajęcia oprócz pisania wierszy?
Tak oczywiście, jeździł taksówką i malował obrazy. O malarstwie nie miał zielonego pojęcia, aby coś mu wyszło to, kontaktował się z Grzegorzem Łapińskim, który mu doradzał jakimi farbami malować i jakich pędzli używać. To było w latach 90. Namalowane obrazy rozdawał rodzinie. Motywacją dla taty było to, że w każdej rzeczy widział piękno.

Czy pani ojciec zabierał was na wycieczki?
Tak owszem. Od czasu do czasu wyruszaliśmy na wakacje pozwiedzać Polskę, ale to nie było zbyt częste. Najczęściej wolne dni spędzaliśmy w Pasymiu. Przeważnie całą rodziną szliśmy na spacer do lasy i podziwialiśmy piękno, jakie nas otacza.

Jak oceniany był w Pasymiu?
Mój tata był człowiekiem o wielkiej duszy. Dla każdego miał czas i nigdy nie odmawiał pomocy drugiej osobie. Ludzie w Pasymiu podziwiali ojca, ponieważ nigdy nie mieli okazji wcześniej spotkać takiej osoby jak mój tata.

Czy ma pani jakiś cechy charakteru po ojcu?
Mam, ale nie wszystkie nad czym bardzo ubolewam. Tak bardzo chciałabym być taka jak tata, mieć ten spokój wewnętrzny, nie denerwować się na nic.

Czy były jakieś tradycje w państwa domu?
Naszą główną tradycją było to, że święta spędzaliśmy w Pasymiu. Poza tym każdego roku była pasterka, o północy tata nas zawoził taksówką pod same drzwi kościoła. Ulubioną tradycją w naszym domu było to, że cała rodzina wyruszała do lasu na grzybobranie (ulubione grzyby taty to prawdziwki).

Kto był pierwszym słuchaczem wierszy pani ojca?
Oczywiście mama to właśnie, dla niej zostało napisane najwięcej wierszy.

Co pani ojciec opisywał w wierszach?
Tata w swoich utworach najczęściej opisywał miłość do mamy, a oprócz tego wszystkie sytuacje z życia przelewał na papier.

Kto wpłynął na pani ojca, aby wydać tomik wierszy \"Pasymskie melodie\"?
Główną inicjatorką była pani Halina Kobus i brat taty. To właśnie dzięki nim powstał ten tomik.

Czy są w państwa rodzinie jacyś artyści oprócz pani ojca?
Mam dwóch synów, którzy ukończyli już studia. Starszy Krzysztof, a młodszy Piotr. Jedynie artystą w naszym domu jest Piotrek, on właśnie rysuje w wolnych chwilach.

Jakim ojcem był Tadeusz Bala?
Tata był bardzo dobrym ojcem, nigdy nas nie uderzył. Twierdził, że dzieci trzeba wychowywać bezstresowo. Pomagał nam odrabiać prace domowe. Zawsze gdy było coś źle, to tłumaczył nam, że tak nie można, ale nigdy nie podniósł na nas głosu ani nie uderzył.

Gdy pani ojciec pisał wiersze, czy porównywał się do innych artystów?
Nie, nigdy nie słyszałam, aby to robił. Pisał to, co chciał i nikt nie był w stanie mu w tym przeszkodzić.

Czy ma pani jakieś ulubione wiersze ojca?
Moim ulubionym wierszem jest "Raj na Ziemi" oraz "Serce i wspomnienie"

Czy wnukowie lubili dziadka?
Moi synowie wręcz przepadali za dziadkiem, każdą wolną chwilę chcieli spędzić w Pasymiu. Najbardziej podobała się im jazda taksówką i rozwożenie ludzi.

Czy to prawda, że pani ojciec uratował człowieka. który się topił?
Tak, to prawda. Pewnego dnia gdy tata jechał taksówką, zobaczył zgromadzone dzieci wokół przerębla. Zauważył, że coś jest nie tak. Zatrzymał się i szybko pobiegł zobaczyć, co się tam dzieje. Doznał szoku, widząc dziecko, które się topi, wskoczył do wody, nawet się nie zastanawiając. Dzięki jego szybkiej reakcji uratował życie dziecku. Od tej pory rodzina uratowanego- Błaszczaków-traktowała Tadeusza Balę jak członka rodziny, zawsze był mile widzianym gościem w ich dom

Jakim kierowcą był pani ojciec?
Mój tata surowo przestrzegał przepisów drogowych, nigdy nie miał więcej na liczniku niż dozwolona prędkość .Twierdził, że lepiej jechać wolno, ale dojechać .Dzięki jego surowemu nastawieniu do przepisów drogowych nigdy nie miał wypadków drogowych.

Czy była pani jakoś szczególnie rozpoznawana w szkole?
Byłam zwyczajna uczennicą, wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że nasz tata jest poetą, ponieważ pisał do szuflady.

Jak wyglądał pogrzeb pani ojca?
Pogrzeb ten przeżywała bardzo cała rodzina. Prawie wszyscy mieszkańcy Pasymia uczestniczyli w tym smutnym wydarzeniu. Gdy zajechałam do Pasymia, poszłam do dom, byłam strasznie zdziwiona tym, że nie widać ludzi. Gdy poszłam do kaplicy, to doznałam szoku ,był tam prawie cały Pasym. Gdy wychodziliśmy z trumną ,doznaliśmy niesamowitego przeżycia. Pasąca się w pobliżu cmentarza koza klękła przed trumną, aż łzy same płynęły z oczu. Gdy już wszyscy zgromadzili się na cmentarzu, rozległ się głośny grzmot, a z nieba zaczął padać letni deszczyk, zza chmur wyjrzało słońce.

Dziękujemy za rozmowę.

 


 

 

projekt i wykonanie strony: Dominik Szkoda - Miejska Biblioteka Publiczna w Pasymiu ©2010-2011